Sukcesy. O radości.

Znacie Jacka Kłosińskiego? Jacek pomaga ludziom w kreatywnej pracy i jest jednym z moich ulubionych blogerów. Dlaczego o nim mówię? Ponieważ jego ostatni wpis jest świetną wskazówką jak robić postępy praktycznie w każdej dziedzinie. Dziś o tym, jaką drogą my doszłyśmy do sukcesu.

Ostatnio pisałam o tym, jak bardzo nam nie wyszło i od tej pory nie wychodziło już kompletnie nic. Odpuściłam totalnie. Miałyśmy problemy nie tylko z posłuszeństwem, ale i z komfortowym funkcjonowaniem w świecie. Wtedy stwierdziłam, że nie ma co walczyć o komendy, jeśli mój pies nie czuje się swobodnie. Cały październik więc był spokojnym, wyważonym socjalem, ale głównie zabawą, możliwie najfajniejszymi spacerami, siedzeniem razem, konsumowaniem pyszności, a moje ambicje treningowe schowałam do kieszeni. Porobiłyśmy coś na ogrodzie, ale to tyle.

Co tu dużo mówić, byłam załamana. Pieniądze wydane na treningi, czas spędzony na dokształcaniu się, sumiennie odrabiane zadania domowe i bardzo regularne sesje treningowe. Wszystko na nic. Nasz kontakt nie był najlepszy. Z chęcią bym ją spakowała i odesłała z powrotem do hodowli.

Jedyne osiągalne ćwiczenia…

W końcu pogodziłam się z myślą, że pewnie teraz to spacery i treningowe sesyjki bez rozproszeń (bo to owczarek, zajęcia umysłowego potrzebuje). Skorzystałam z opcji rozpisywania wniosków potreningowych, ale nie miałam żadnych ambicji. Bardziej koncentrowałam się na analizie swojego zachowania i jego wpływu na psa. Stwierdziłam, że nie ma sensu pielęgnować ambicji. Zapadł luz.

A potem postanowiłam spróbować treningu grupowego, bo widziałam, że stan mózgu się poprawia. Pojechałam z jedną ambicją: przeżyć! Ale zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona przez moje białe zwierzę, które totalnie dało radę i zrobiło 100% więcej niż wymagałam. Tym, co najbardziej mnie ucieszyło, było usłyszenie, że jest radośniejsza. Bo o to chodzi. By się nie spinać, tylko pozwolić sobie na małe radości, a duże same przyjdą. Banał, ale dopiero teraz poczułam jak bardzo prawdziwy.

Czy dobra passa się utrzyma? Who knows. Pewnie za jakiś czas znów zaliczymy zjazd. Pewnie trzeba będzie odpuścić. Mało to „instagram-friendly”, ale takie okresy są potrzebne. Nasza relacja jest lepsza i chyba to jest tu najważniejsze.

A Wy? Jak radzicie sobie z kiepskimi okresami? Jaka strategia się Wam sprawdza?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s