„Masz i daj mi spokój” czyli o zabawkach na jedzenie

Ostatnio u nas dość nerwowy czas. Ja chodzę spięta, co odbija się na pieseczku, więc treningi obcięłam do minimum, stawiając na szukanie nowych tras spacerowych i zabawę. Aura też przechodzi trudniejszy czas, bowiem zbliża się cieczka, a hormony dają popalić. W takich okresach też, bardziej niż kiedykolwiek, doceniam zabawki na jedzenie i dziś pokażę z jakich korzystam. 🙂

  1. Tacka do lizania Trixie – lick maty robią zawrotną karierę i bardzo dobrze! wspaniale wyciszają psa, dużo bardziej niż kongi i dają większą swobodę w wypełnianiu – np. trudno by było konga wypełnić musem z dyni, na macie nie ma problemu, w dodatku, jeśli posmarujemy tylko pół, nadal będzie działać bardzo dobrze. To mój zdecydowanie ulubiony gadżet ostatnich miesięcy. Bieda wersja, którą posiadamy kosztuje ok 30zł, ale myślę, że skuszę się na oryginał w wersji Buddy Large przy okazji następnych zakupów. Wersja Trixie ma trzy stopnie trudności, można ją mrozić i nic jej nie dolega, nawet gdy pies użyje zębów 🙂 Ode mnie zdecydowane 10/10.

2. Klasyka gatunku, czyli Kong Classic w rozmiarze XXL, nic się z nim nie dzieje, działa bez zarzutu, można wyładować go warstowo, mrozić, mieści około 200-300g mokrego jedzenia. Ja mrożę go dość rzadko, bo mój pies łatwo się frustruje – porzuca zabawkę, czeka aż się rozmrozi i podrzuca kilka razy, żeby wypełnienie wypadło. Suka zdecydowanie hołduje zasadzie „pracuj mądrze, nie ciężko” 😉 od nas mocne 8/10.

3. Żółta papryka Zee.dog. Jest bardzo łatwym kongiem – otwór jest duży, łatwo z niej wylizać zawartość. Myślę, że jej maks pojemnościowy to ok 150g. Jest dość twarda i lekka, nie łapie sierści, Aurę bardzo wyluzowuje właśnie przez łatwość dostępu do jedzenia – pies spokojnie sobie leży i wylizuje, nie musi kombinować. Kosztowała mnie jakieś 30zł, co uważam, za bardzo dobrze wydane pieniądze. Łatwo się myje. Zdecydowane 10/10.

4. Kong Traxx w wersji Puppy, rozmiar M/L. Tę zabawkę mamy obecnie „w dzierżawie”. Wiązałam z nią ogromne nadzieje i niestety się zawiodłam – mieści bardzo mało jedzenia, jest dość droga. Pies bardzo ją lubi, ale fakt, że włożenie do niej dwóch łyżek mokrej karmy jest wyczynem, sprawia, że raczej nie kupimy własnej sztuki. Z plusów: zmusza do wylizywania, a nie podrzucania i czekania aż wypadnie, materiał jest bardzo przyjemny, dla piesków, które lubią miękkie zabawki, a mimo tego jest solidna. Za pojemność od nas 6/10

5. Piłka na przysmaki Pet Nova. Kolejna propozycja dla papików i delikatnych piesków (w tym miejscu warto wspomnieć, że Aura w swoim życiu zniszczyła misia z zooplusa za 10zł i pluszową foczkę z zapachem hodowli). Bardzo miękka piłeczka, z duużym otworem, odlana z dość grubej gumy. Pies kocha ją miłością wielką. Łatwo też wylizać z niej zawartość – można upchać w niej około 2-3 łyżki stołowe mokrej karmy. Idealnie żeby podać suple czy zioła. Kosztuje ok 8zł. Od nas 10/10!

6. BecoBone od Beco Pets – Beco Pets to jedna z moich ulubionych marek. Mamy kilka zabawek i miskę i wszystkie są zrobione z bardzo przyjemnych, trwałych i ekologicznych materiałów. Kość jest miękka i dobrze służy jako gryzak. Zmieści trochę smakołyków czy kulek karmy, które psu dość trudno wydobyć. Bardzo ją lubię. Dostałyśmy używaną i mamy ponad rok. Stan zużycia widoczny na zdjęciu 😀 Polecam!

7. Bakłażan Planet Dog. Bakłażan jest bardzo żujny, miękki i przyjemny. Tworzywo Orbee-tuff jest uwielbiane przez mojego psa, więc atrakcyjny jest nawet bez wypełnienia. Mieści bardzo dużo karmy – więcej niż Kong King, więc zmieszczenie do niego 300g mokrego, to żaden problem. Stopień trudności jest umiarkowany, jednak ze względu na jego kształt – tej zabawki nigdy nie zamrażam. Dość trudno się myje i zbiera każdy kłaczek sierści w promieniu 5km. Bardzo go lubię, również ze względu na to, że gdy pies postanowi jednak nim rzucić – nie mam wrażenia, że zaraz spadniemy obie do piwnicy. Od nas 8/10.

To tyle! Wydaje mi się, że już nie będę powiększać kolekcji – jeśli już, to o oponkę Jolly Pets, która wydaje się bardziej pojemna, niż Kong. 🙂